 Czy można sprzedawać i kupować zanieczyszczenia? Okazuje się, że można. Handel emisjami, bo o nim mowa, jest to jeden z mechanizmów, który został wprowadzony przez protokół z Kioto. Ma służyć temu, żeby kraje, które mają kłopoty z redukcją emisji, mogły łatwiej wypełnić zobowiązania wynikające z protokołu. Każdy z krajów rozwiniętych ma pewien limit zanieczyszczeń, które może wyemitować. Jeśli nie osiągnie przez rok tego limitu, to nadwyżki może sprzedać innym krajom potrzebującym. Jego istota polega na tym, że krajowi, w którym więcej kosztuje zredukowanie emisji, opłaca się kupić emisje od kraju, w którym ten proces przychodzi łatwiej i mniej kosztuje. Najatrakcyjniejszymi partnerami handlowymi, u których opłaca się kupować emisje, są w tej chwili Rosja, Ukraina, Polska, Rumunia - mają one nadwyżki w zredukowanej emisji, które można sprzedać.
Handlem emisjami rządzą normalne prawa rynku - jest popyt, podaż, konkurencyjne ceny. Są ci, którzy sprzedają, są ci, którzy kupują - i oni między sobą ustalają warunki, na których handel będzie się odbywał. Oczywiście istnieje cały szereg warunków, pod jakimi można handlować. Musi się to odbywać uczciwie, ci, którzy sprzedają, muszą na pewno mieć coś do sprzedania. Musi to być bardzo dokładnie kontrolowane. I temu właśnie ma służyć specjalny system monitoringu, który trzeba wprowadzić, system kontroli krajowej. Pozostaje tylko pytanie, kto ma handlować całym tym interesem - państwo czy przedsiębiorstwa. - Cały Zachód chciałby, żeby to robiły przedsiębiorstwa. Jest to bowiem wielka zachęta dla tego, kto sprzedaje, żeby redukować emisję zanieczyszczeń - mówi prof. Maciej Sadowski z Instytutu Ochrony Środowiska.
Teraz, po podpisaniu protokołu, pozostaje mieć nadzieję, że handel emisjami będzie się mógł odbywać bez przeszkód. Ratyfikacja protokołu nie odbyła się jednak bez poważnych kłopotów i ciągnących się miesiącami negocjacji. Po wycofaniu się z niego takich państw jak USA czy Australia, krajem, od którego wszystko zależało była� Polska. To podpis Polski zapewnił wymagane 55 proc. łącznej emisji krajów rozwiniętych, co było jednym z warunków podpisania dokumentu. - Zrobiliśmy się w tym układzie bardzo ważnym państwem - dodaje prof. Sadowski.
Handel emisjami, mimo że na pierwszy rzut oka dość tajemniczy, może być dobrym wyjściem dla wszystkich. Dla przedsiębiorstw - one bowiem na tym zarobią, dla państw, które mają kłopoty z wypełnieniem swoich zobowiązań redukcyjnych - one pozbędą się problemu, ale także dla zwykłych ludzi i przede wszystkim natury - aby bowiem przedsiębiorstwa zarobiły muszą zredukować emisję. A tego, co to oznacza, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Pozostaje tylko przygotować rzetelny system monitoringu emisji i czekać na wyniki. |